Dubrownik

Czy da się wypocząć w kurorcie? też się bałam, że nie 🙂

Jednak na koniec czerwca, przy ulicy Lapadska Obala, wynajęliśmy górę starego domu z kamienia, z widokiem – jak się okazało, na przepiękną starą, winiarnię i wzgórza obsadzone domkami z czerwonymi dachami.

Nasz gospodyni Marina jest właścicielką tego domu od pokoleń i jak sama mówi, dokonuje tylko niezbędnych remontów / udogodnień, bez nadmiernego ingerowania w jego styl i klimat.

Oprócz widoku na stary budynek mieliśmy „w gratisie” tajemniczy ogród, oraz mur z historią.

W promieniu 10minut drogi, plaże – kamieniste ( to wie każdy), zarówno te „rozrywkowe” przy hotelu, jak i kameralne i ciche na uboczu.

Chorwacja, Dubrownik

Absolutnie powalająca i malownicza  rzeczywistość nie wymagająca filtra …

Dubrownik Croatia

Największe wrażenie oczywiście robią kręte uliczki, bardzo urokliwe, prowadzące do przepięknego starego miasta.

Starówka jest absolutnie zachwycająca , aż trudno czasem było uwierzyć , że jest to dzieło rąk ludzkich. Oczywiście zapchane turystami, ale nawet tutaj można było znaleźć spokojny zakątek, ja mogłam godzinami kontemplować suszące się pranie.

niezapomniana gratka dla fanów Gry o Tron ;). To tutaj było kręconych wiele scen…

wszechobecne koty…

Garść informacji :

  • spod naszego domu co 10-15min  odjeżdżał autobus na stare miasto
  • co godzinę przyjeżdżał autobus z lotniska (oddalonego o około 20km)
  • komunikacja miejska jest bardzo dobrze rozwinięta, ale niemiłosiernie zapchane są autobusy (wsiada się tylko przednimi drzwiami )
  • nie jestem fanką owoców morza, ale tutaj jadłam najlepszą pizze z tuńczykiem i piłam miejscowe piwo z kija (Pan)

Polecam lokalny targ, choć i tam niestety owoce i warzywa mogą trafić się importowane.  Jeśli Wam zależy na naprawdę lokalnym jedzeniu, polecam stragany mijane po drodze do Dubrownika.  Jeśli popytacie „lokalesów ” podpowiedzą Wam gdzie kupić oliwę extra virgin z oliwek z 200-letniego gaju i najlepsze sery wyrabiane ręcznie .

Nie będę się wymądrzać, bo jak mówi mój Mąż, w Chorwacji każdy albo był, albo jest, albo będzie 🙂

W moim sercu na pewno został zachwyt nad widokiem gór wynurzających się z wody ( takie śródziemnomorskie fiordy), stare gaje oliwne z niesamowitą energią, wszechobecna roślinność, wyrastająca dosłownie z każdej dziury, oraz przepiękna, spójna i niezwykle konsekwentna architektura.

Czy chciałabym tam wracać i wracać w każde wakacje 12 lat z rzędu ? ;p

Nie sądzę, ale dla pewnej pogody i chęci spędzenia urlopu nad morzem akurat – na pewno warto.

An

Chorwacka objazdówka

Bardzo sę cieszę, że mój Mąż wpadł na ten pomysł – samochodem na sam koniec Chorwacji. Sama nigdy bym nie wybrała tego miejsca na wakacje, ale cóż, wielu mówiło i mówię ja, Chorwacja jest zachwycająca.

Dzięki podróży samochodem mieliśmy niepowtarzalną okazję ujrzeć cały przekrój krajobrazu chorwackiego. Żałuję, że większość trasy pokonuje się autostradą, bo nie udało mi się zrobić wielu pięknych ujęć,  które głęboko zapadły mi w pamięć.

corwacja croatia góry

chorwacja góry croatia

Najbardziej zaskakujące były zmiany krajobrazu przed i po wyjeździe z tunelu. Z jednej strony zieleń, a po drugiej już krajobraz niemal „księżycowy”. Właściwie nie powinno to dziwić, zwłaszcza gdy tunel przebiega 6km! w głębi góry.

chorwacja góry croatia

Góry Dynarskie to najpiękniejszy masyw  górski jaki dotąd w życiu widziałam!

croatia góry chorwacja

Cały czas miałam nieodparte wrażenie, że jest to makieta do filmu, a nie dzieło natury. Jasne, wapienne skały, porośnięte skromną roślinnością, odcinały się wyraźnie, niemal jak wycięte z kartonu, na tle błękitnego nieba.

Potem krajobraz gładko przechodzi w łagodne wzgórza, śródziemnomorskie „fiordy” i żyzne pola uprawne.

chorwacja góry croatia

chorwacja cratia pola uprawne

Po drodze lokalne winiarnie ( polecam tą w okolicy  Opuzen), a 25km przed Dubrownikiem, bo tam zmierzaliśmy, co kawałek stragany z lokalnym jedzeniem.

lokalne jedzenie,chorwacja,croatia

…no i oczywiście oliwą, winem i rakiją 😉

My zmierzaliśmy do Dubrwonika, ale na samym mieście skupię się w osobnym poście. Nie nastawialiśmy się na dużo jeżdżenia, ale zaliczyliśmy jedną wycieczkę w kierunku granicy z Albanią.

Wiele osób sugerowało, że nie da się odpocząć w kurorcie ( jednak nam się udało 😉 , ale podczas tej wycieczki odkryliśmy zaciszną miejscowość Molunat.

Molunat Chorwacja Croatia

Jest to malownicza wioska rybacka z największym chyb apolem namiotowym / kampingowym jakie tam widzieliśmy. Ponad 80% wakacjowiczów to byli Polacy.

Molunat Chorwacja Croatia

Na miejscu jest sklep i restauracja z owocami morza, których ceny nie zabijają. Jest też spokojne kąpielisko i widać, że miejscowość jest przygotowana pod turystów, choć wygląda skromnie.

Dojazd jest dobrze oznakowany, choć zjazdy do miejscowości z głównych dróg wyglądają jak dojazdy do posesji i trzeba być czujnym.

Molunat jest spokojne, malownicze i panuje tam niesamowita energia – mnie oczarowały stare zabudowania i wiekowe gaje oliwne. Wprawdzie byliśmy tam przed całkowicie rozszalałym sezonem, czyli pod koniec czerwca, jednak okolica wygląda na  senną i raczej dopiero rozwijającą się „pod klienta”.

Molunat Chorwacja Croatia

Jeden z charakterystycznych elementów chorwackiego krajobrazu, porzucone samochody, stare, urocze  modele ( choć ten wyglądał na jeszcze używany).

Molunat Chorwacja Croatia

Urocze, stare zabudowania do których prowadził  stary gaj oliwny. Nie umiem tego wyjaśnić, ale panowała tam niezwykła atmosfera – nie wiem czy to fakt, że byłam tam całkiem sama i rozmyślałam o tym, jak ciężko musi się żyć w kraju, w którym dosłownie wyrywa się ziemię kawałek po kawałku skałom…miałam wrażenie, że czuć tam energię tych wszystkich ludzi, korzy latami pracowali tam przy zbiorach.

Molunat Chorwacja Croatia

W okolicy kupiliśmy oliwę od  gospodarza, zjedliśmy w miejscowej restauracji ( mąż zachwala ośmiornice ).

Na mnie oczywiście wciąż robi wrażenie, że w Chorwacji można pójść na spacer i przynieść zerwane po drodze zioła do obiadu, które mi z trudem udaje się utrzymać w donicy na swoim balkonie 😉

Nie mówiąc o popularnych owocach…

Na koniec zupełnie nie chronologicznie, urocza miejscowość w okolicy Parku Narodowego Krka.

Chorwacją rządzą koty 🙂

Splitsko Chorwacja

c.d.n.

Gdy emocje już opadną ….czyli jeszcze o Tokyo

Wyjeżdżając z Japonii zarzekałam się, że nigdy tam nie wrócę. To dziwne…bo ciągle opowiadam o Tokyo. Zasiało we mnie jakieś ziarno niedosytu. Segreguję więc wspomnienia, przeglądam zdjęcia,  i sama siebie zaskakuję odkrywanymi szczegółami… Więc już teraz z perspektywy spokoju … ludzie Tokio, dużo zdjęć.

Codzienna droga do i z miasta, „nasza” stacja kolejki .

ludzie, japończycy,Tokio

kolejka, nisshi-nippori

w handlowej dzielnicy, w ramach rozrywki…

Tokio,Japonia, gejsza

ludzie, Toki,Japończycy

ja (176cm) 😉

ludzie,Japończycy,Tokio

Najbardziej lubię te migawki z dzielnicy Yanaka, wydaje mi się, że tam najłatwiej zaobserwować zwykłe życie.  Zaryzykowałam wejście w wąskie uliczki, ale okazały się takim labiryntem, że po 5 minutach się zgubiłam.

życie w Tokio, Yanaka

Pisałam już o tym, ale totalnie urzeka mnie wykorzystywanie każdego skrawka ziemi na ogródek, z okien naszego mieszkania widzieliśmy krzaki pomidorów, kapusty i innych warzyw, rosnących na jakimś skrawku ziemi nawiezionej pomiędzy domy.

życie w Japonii

kwiaciarnia

ludzie, Tokio,Japonia,Yanaka

Krawiec…za szybą w głębi pan z miarką na szyi „obskakujący” innego ważnego pana (sądząc po mnie) 😛 . Od razu przypomniało mi się milion scen z filmów o Yakuza 😀

ludzie Yanaka,krawiec

starszy człowiek odpoczywający w drodze , nie wiem o czym rozmyślał, ale zwrócił moją uwagę taki przycupnięty, drobny

życie w Japonii

tego miejsca nie zapomnę nigdy, pamiętam dokładnie, jakoś po 17.00 – słońce już się chowało (zachód było 19.00)- było piękne światło, cisza, powietrze lepkie od upału i wtedy zobaczyłam malwy 🙂 . Pomyślałam o domu 🙂

życie w Japonii, ludzie

sushi market – około 17.00 ceny spadają bardzo w dół i wszystko można kupić za grosze, z relacji kolegi wnioskuję, że niebo  w gębie 😀

życie w Tokio

sklepik, który zrobił furrorę na instagramie – miejscowe rękodzieło (sprawdziłam)

ludzie,Japończycy, rękodzieło

najlepsze kawa w dzielnicy  – YANAKA CAFFEE . Minia kafejka i palarnia

kawa, kawiarnia,Tokio,Yanaka caffee

dzieciaki

Shinjuku,ludzie, dzieci

Yanaka,świątynia, dzieci,ludzie

ludzie Tokio

roślina najważniejsza dla każdego Japończyka – ta pani niemal z nabożną czcią dotykała pędów

bambus, ogrody cesarskie, Tokio Japonia

bambus

u schyłku dnia, japońska mama – zawsze z nosidłem, nieraz do niego doczepione drobne zakupy, wózki chyba nie mają tu prawa bytu…chyba, że rower

ludzie ,dzieci,Japończycy

Tokio Japonia rower matka

lubię te kolory

ludzie, Japonia, Tokio

zawsze mnie fascynowali mnisi, udało mi się kilku spotkać. Spotkałam jeszcze kapłana, wyglądał niesamowicie, ale kiedy zauważył, że zbliżam aparat do twarzy, spojrzał tak, że obleciał mnie starach :))

tokio ludzie japonia

ludzie,życie w Tokio,mnich

mikroskopijna staruszka zamiatająca przy świątyni

życie w Japonii

Toki,ludzie,życie w Japonii

na zakończenie zabawne wspomnienie z ulubionej miejscówki „na skrzynkach” – wyborne piwo, sake, jedzenie z „budki”. Pragnę jednak zwrócić uwagę na mistrza drugiego planu 😉

Yanaka,street food, Tokio

żegnaj Tokio

An

 

W Tokyo jest coś depresyjnego.

Na wstępie zastrzegam, że przedstawione tu opinie są  tylko moje, bardzo subiektywne , nie jestem znawcą tego kraju i nie sądzę, że można uznać, iż wie się cokolwiek o Japonii na podstawie kilku dni w stolicy. Ale do rzeczy…

Dlaczego tam poleciałam…może się to wydawać dziwne, że osoba, która raczej stroni od kontaktu z ludźmi i nad wyraz ceni sobie kontakt z przyrodą, decyduje się na podróż do największego miasta na świecie. Poza tym nie jestem blogerem kulinarnym i nawet nie lubię sushi 🙂

Kilka lat temu przeczytałam, że moi najwięksi guru designu, Duńczycy, latami czerpali inspiracje z Japonii – trzeba jeszcze coś dodać? że lubię minimalizm, prostotę, nie przegadane projekty, praktyczność i użyteczność. Tak, moja romantyczna natura została również nakarmiona filmami o samurajach skąpanych w różowych płatkach sakury – no dobra przyznaję się :D.

ogrody cesarskie w Tokio Japonia

Niestety moje nastawienie do tego wyjazdu zderzyło się brutalnie z rozbieżnymi oczekiwaniami współtowarzyszy podróży, w praktyce oznaczało to „wyrwanie” dla siebie odrobiny magii w morzu betonu.

ogrody cesarskie Tokio JaponiaOgrody cesarskie Tokio

 

ogrody cesarskie Tokio Japonia

Do tej pory raczej unikałam kontaktu z „tubylcami”, ten  wyjazd jednak okazał się bardzo nietypowym, żałowałam trochę po powrocie z Lofotów, że jednak nie odważyłam się na kontakt z Norwegami (  jednak to bardzo uzupełnia obraz kraju), dlatego tym razem postanowiłam się odważyć i chociaż przez szkło obiektywu zbliżyć do ludzi.

ulice Tokio Japan

Szczęśliwie mieszkaliśmy w spokojnej dzielnicy, w normalnym tokijskim mieszkaniu (mieliśmy za sąsiadów Japończyków), rano mogłam obserwować jak Pan z naprzeciwka podlewa swoje pomidory, hodowane przy samej ulicy, jak starsza Pani wychodzi rano na zakupy i pozdrawiam nas głośnym heloo 🙂

Zwykłych ludzi w drodze do zwykłej pracy…

Tokio kolejka ludzie Japonia

…to co rzuca się w oczy to duża kultura podróżowania…absolutnie każdy Japończyk nastawiony jest na nie przeszkadzanie współpasażerom, jeśli plecak to z przodu na klatce piersiowej, jeśli siedzisz to, aby nie z łokciami na „strefę sąsiada”…przy okazji nigdy nie czułam się zagrożona kradzieżą, nawet w największym ścisku ma się totalne poczucie bezpieczeństwa.  Wsiadanie i wysiadanie jest bardzo zorganizowane, wszyscy ustawiają się automatycznie na schodach ruchomych po lewej (prawa jest do „wyprzedzania”), oraz w dwie kolejeczki z przejściem w środku podczas ładowania się do metra czy kolejki.

Nasz codzienny widok z okien kolejki naziemnej (m.in.na Skytree ).

Tokio Japonia Skytree kolejka subway

Nasza dzielnica to niezbyt wysokie budynki z mikroskopijnymi mieszkaniami  ( jakieś kilkanaście razy przywaliłam w coś głową). Buduje się tutaj do góry, odstępy między domami to jakieś 20cm. Normą są całe ogrody na dachach, a nawet „wybieg” dla przedszkolaków. Uliczki są bardzo wąskie i jeżdżą po nich małe autka wyglądające jak zabawkowe resoraki. Poza tym Tokio to zdecydowanie miasto rowerów i motorów vespa.

Tokio Japnia

przeciętna tokijska matka :

Tokio Japonia rower matka

Przy okazji wybaczcie to wąskie i krzywe kadrowanie, miałam mały wypadek i już w pierwszym dniu uszkodziłam obiektyw z zoomem, potem uszkodziłam moją stałkę :/ improwizowałam na maksa…

Tokio Japonia vespa

To co zachwyca i zasmuca jednocześnie… przy każdym domu, fryzjerze, sklepie, na balkonach, na dachach…doniczki, pojemniki, puszki z roślinami. Rośliny rosną tam dosłownie w „łyżce ziemi” :

Tokio Japan

Kwiaty, drzewka, pomidory, kaktusy…

Tokio Japonia

Mam nadzieję, że się mylę…niestety mam takie przemyślenia, że w tym zalewie betonu w tych roślinkach pojawia się jakaś taka tęsknota za kontaktem z przyrodą. Co z tego, że w samym Tokio jest dużo parków, jeśli wizyta w nich wiąże się z podróżą co najmniej kolejką i metrem, nagle okazuje się, że nie jest on aż tak łatwo dostępny.

Z drugiej strony po całym dniu wędrowania po dzielnicy wieżowców wypucowanych na wysoki połysk, których szczyty znikały w chmurach, niesamowitym odkryciem były wbite pomiędzy budynki malutkie świątynie, mini oazy zieleni i CISZY ( to było totalnym zaskoczeniem)…

świątynia Tokio Japonia

Miło było się tam na chwilę schować 🙂

świątynia Tokio Japonia

W Tokio można czuć się totalnie wyobcowanym ( jak ja)

Tokio Japnia

w metrze, kolejce widać tylko ludzi w wymiętych garniturach z nosem wetkniętym w telefon komórkowym, nikt ze sobą nie rozmawia,  jeśli już to grupka młodzieży wracająca ze szkoły. Mężczyźni grają w gierki, kobiety robią zakupy ciuchowe on line, mało kto czyta książkę. Każdy jest wysoce kulturalny, uśmiechnięty i chętny pomóc turyście, niesamowicie cierpliwy dla nas ” barbarzyńców” przyjezdnych. Mimo, że zdarzało nam się popełniać gafy nikt, nigdy, (a kobiety zwłaszcza) nie zwrócił nam uwagi, nie ofukał.

Niestety tutaj najbardziej można naocznie, uzmysłowić sobie co oznacza samotność w tłumie.

Tokio Japonia

Kraj głębokich ukłonów, zawodowych hierarchii, uśmiechu,  za którym kryje się mobbing w pracy, dramaty kobiet, które są „ozdobą”, molestowania. Miasto tak czyste, że nie widać na nim żebraków, nie ma śmieci choć nie widać koszy na nie, gdzie trzech facetów wymachuje rękoma i kieruje ruchem, żebyś mógł przejść chodnikiem nie walcząc z samochodem o pierwszeństwo. Swiat niemal idealny z idealnymi statystykami. To były po części moje spostrzeżenia, które potem spotkały się z fantastyczną książką / reportażem  ” Kwiaty w pudełku. Japonia oczami kobiet”  Karoliny Bednarz- mocno polecam.

Tokio Japan

Czy znalazłam swoją magię? dajcie mi kawałek przestrzeni zawsze coś dla siebie „wydłubię” :))

Moja ulubiona dzielnica Yanaka, odkryta przez kolegę i chyba najbardziej w moim guście . Wystarczająco japońska, wystarczająco spokojna, ze zwykłym życiem. Jedzeniem z budki i piwem na skrzynkach 🙂

Z cudowną kawiarenką Yanaka caffee, szaszłykami z kurczaka i sake w deszczowy wieczór.

Z mnichami ( jeden miał tak groźne spojrzenie, że nie odważyłam się zrobić mu zdjęcia) :)), staruszkami, świątyniami i cmentarzami. Z rękodziełem i uroczymi detalami…absolutnie znalazłam swoją magię :))

Tokio Japonia Yanaka

Nie bójcie się zaglądać do małych knajpek, zwykle drzwi są zasunięte i zasłonięte zasłonki, ale w środku toczy się życie :))

Tokio Yanaka Japonia

Wspaniały obiad z sake i piwem po około 1000 jpy na głowę.

Tokio Japonia Yanaka

Kanon piękna w Japonii to drobna kobieta o dziewczęcym wyglądzie z jasną skórą, bardzo kawaii. Dlatego Japonki chronią się od słońca parasolkami, kremami z filtrem, noszą długi rękaw, a nawet rękawiczki. Ja raczej nie wtopiłam się w tłum,ale próbowałam 😉

Yanaka Tokio Japonia

Tokio Yanaka Japonia

Miejsce, które skradło moje serducho, nie wiem co to za sklep, czy nie sklep, najgorsze, że chciałam tam przyjść drugi raz kiedy będzie otwarte i już tego miejsca nie znalazłam :/

Tokio Yanaka Japonia

Tokyo wyssało mnie niczym wampir energetyczny, oddałabym te 7 dni za jeden dzień w Kyoto.

Tokio Japonia bambus

Tokio Japonia Yanaka

Tokio Japonia Yanaka rękodzieło

Tokio Japonia Yanaka deszcz

Traktuję ten wyjazd jako ciekawe doświadczenie socjologiczne. Dużo nauczyłam się o sobie, o ludziach  i podróżowaniu ( a jestem w temacie mocno początkująca). Przełamałam kilka swoich oporów.

Tokio Japonia Ginko biloba miłorząb japoński

Wybaczcie mało konkretów, ten wpis to raczej zapis emocji i odczuć. Więcej relacji z wyjazdu znajdziecie zapisanych na moim instagramie anita sie nudzi. Poza tym w sieci jest mnóstwo konkretnych informacji na ten temat.

Tokyo Japonia Shibuja

Tokyo będę wspominać z poczuciem wyobcowania i kojarzyć z bezsennością 😉

Tokyo Japonia metro

…przyroda zawsze wygra…taki swojski widok, malwy 🙂

Tokyo Japonia Yanaka

To byłoby na tyle. Tyle Wam chciałam opowiedzieć, resztę zachowam dla siebie 🙂

Tokjo Japonia jpy jen

Jeśli macie pytania o jakieś konkrety proszę o maila, postaram się pomóc.

Tokio Japnia

Gdzieś tam pod tonami tego betonu, wszechobecnego plastiku, kulturalnymi uśmiechami jest ta japońska magia rodem z filmów o samurajach.

Tokio, niesamowite było cię trochę poznać.

 

p.s. …a wiecie, że w religii buddyjskiej, którą wyznaje część Japończyków, istnieje wierzenie akai ito (czerwona nić). Ponoć czerwona nić łączy małe palce przeznaczonych sobie osób, plącze się, ani nigdy nie zrywa. Jeśli są sobie przeznaczeni w końcu się odnajdą 🙂

 

An

 

Przedpokój skończony- tylko 4 lata :)

Z kronikarskiej „uczciwości” rejestruję kolejne etapy zmian naszego M. Ostatni element został ukończony – czyli szafa w przedpokoju.

 

Pomysłów było tyle, że chyba stąd te 4 lata zwlekania. Oj bardzo nie chciałam szafy wnękowej z drzwiami suwanymi, ale przez te lata szczęśliwie tyle się  zmieniło w temacie, że jest w czym wybierać.  Bardzo podobało mi się minimalistyczne połączenie szkła i metalu, jednak na „wypasioną” wersję niemieckiej firmy nie było nas  stać.

Uważam jednak, że znalazłam godnego „następcę” w firmie Komandor – jest szkło, są grafitowe prowadnice i „drewniany” środek.

Oto projekt :

środek dopasowany do instalacji na ścianie ( znajduje się tam skrzynka bezpiecznikowa) , oraz do naszych potrzeb (kurtki, buty,czapki, szaliki). Do tego doszedł moduł dodatkowy nad drzwiami, znany szerzej jako „pawlacz”.

A oto efekt:

to miejsce należy do dosyć ciemnych, dlatego wybrałam szkło. A mleczne – żeby nie było widać rozgardiaszu wewnątrz ;D

kilka migawek z okresu kiedy się stan obecny kształtował :p

Chyba można otrzepać kurz z rąk i powiedzieć DONE! z efektu i samej szafy jestem bardzo zadowolona i mogę polecić, rewelacyjne są szuflady na buty, wszystko chodzi lekko i cichutko. Sama przyjemność.

pozdrawiam An

W polskiej tradycji nigdzie nie ma, że na święta trzeba zwariować…

Te parafrazowane słowa w tytule pochodzą z wpisu Miss Ferreiry, całość przeczytacie tu.

Oczywiście łatwiej powiedzieć niż zrobić, zwłaszcza kiedy postanawiasz w tym roku nie myć okien i nie robić 200 uszek, to i tak np. Mamula czeka z kilometrową listą TO DO,  Mamuli się nie odmawia ;).

 

Do moich obowiązków przedświątecznych od lat należała pomoc w porządkach Dziadkom,  mycie okien, wieszanie firan i pucowanie tam gdzie wzrok nie sięga. Zwykle byłam wykończona już końcówką roku i na wyganianie kotów z moich kątów, już nie starczało mi siły. Za to mogłam liczyć „na gotowe”, czyli kolację Wigilijną  u Mamy.

 

W tym roku nie ma obowiązków, nie ma gotowego…czuję się z tym …dziwnie.

 

Za to skupiam się na marzeniach, jednym z nich było od dawna spędzenie świąt w górskiej chatce bez wygód, wprawdzie nie mogę liczyć na luksusowy domek w Alpach w stylu chalet…ale postanowiłam sobie trochę tego klimatu zrobić w domu.

 

Drewno, futra ( u mnie sztuczne), len, kilka gałązek, czerwone jabłuszka, grube swetry i rękawice.

Małe – ale za to obłędnie pachnące drzewko.

Ozdób minimum, w tym roku nawet choinka jest tylko ze światełkami, za to stoi u nas cały grudzień. Udało mi się nic nie dokupić z dekoracji (sukces!). Na stole mieszanina świeczników, głównie z pracowni mojej przyjaciółki Al –  Czary z Drewna, oraz vintage.

Będzie „minimalistycznie” pod względem kulinarnym 😉

Jedno czego nigdy u nas nie zabraknie to robione, domowe pierniczki. Robię je od 10 lat minimum, z tego samego przepisu, w tym roku nawet go ulepszyłam i nie zamierzam dekorować 😉

Jeśli o tradycjach mowa, zawsze w tym okresie wzrusza mnie pozycja w notesie z przepisami : „śledziki wg Babci Krysi”, piernik Mamy, karp wg  Teścia…w tym roku podobne uczucia przywołała książka kulinarna naszej blogowej koleżanki „Trufla. Same dobre rzeczy”. To właściwie więcej niż książka z przepisami, to taka księga wspomnień.

Ławka, którą widać na zdjęciu, stała wiele lat koło domu Babci mojego Męża, kiedyś miała piękny, musztardowy kolor.  Uratowałam ja przed spaleniem, od długiego czasu zastanawiam się czy kiedyś będzie okazja ją wykorzystać w ten sposób.

Nosi na sobie ślady wielu lat pracy, stała tuż przy przydomowym ogródku z grządkami.

Na pewno w tym roku ta ławka zapełni się wspomnieniami…

Życzę Wam w tym przed i świątecznym okresie – nie traćcie głowy! święta i tak się odbędą, czy będziemy przygotowani czy nie :))

Samej sobie i Wam, życzę dużo czasu tylko dla siebie i rodzinki (nareszcie!), dziecięcej radości z prostych rzeczy…

Pomimo zmęczenia intensywnością roku patrze optymistycznie do przodu, mam mnóstwo pomysłów na ten nadchodzący rok, zarówno dotyczących firmy i mojej pracy, jak i planów tylko dla przyjemności ; )).

A marzenia? są po to by je spełniać ;))

więc … just be a DREAMER.

Co macie na swojej liście marzeń na pierwszym miejscu?

Na mojej jest Islandia :))

Trzymajcie się ciepło i dzięki, że zajrzeliście

An

Książkowe trzęsienia ziemi

  1. „Warsztaty umierania” Katarzyna Boni

Wstrząsająca lektura, która pozostawia ślad w głowie na bardzo długo. Jak to jest żyć w kraju ciągle zagrożonym kataklizmem, jak to jest żyć i patrzeć ,jak przez kilka pokoleń, traci się w wyniku kataklizmu kolejnych członków rodziny, wreszcie jak żyć w kraju skażonym radioaktywnie, kiedy nie ma gdzie uciec.  Czy zakładać rodziny, czy rodzić dzieci, wreszcie czy żywić się plonami skażonej ziemi, pić wodę z rzek… książka porusza też bardzo uniwersalny temat,  u nas mało popularny.  Jak sobie radzić z żałobą, jak pogodzić się ze śmiercią bliskiej osoby, których szczątków nawet nie odnaleziono.

 

” Na wzgórzu, w ogrodzie różanym, stoi biła budka telefoniczna. Z przeszklonych ścian roztacza się widok na morze. W środku klasyczny czarny telefon z tarczą numerową. Jego przewód kołysze się na wietrze.

Kaze no denwa – wietrzny telefon.(…) Każdy może przyjść porozmawiać z tymi, których mu brakuje.

Goście wchodzą do środka pojedynczo. Podnoszą do ucha słuchawkę. Opierają się o ścianę. Pochylają głowy. Może opowiadają  o sobie. A może tylko zadają pytania. Na rozmowie niesionej wiatrem spędzają długie minuty.

Kto wierzy w to, że w niepodłączonym telefonie nic nie słychać, ten nic nie usłyszy.

A ten kto posłucha bardzo uważnie, może usłyszy odpowiedź. (…)

W książce rozłożonej obok telefonu zostawili notatki. Ktoś napisał : ” Wreszcie powiedziałem >do widzenia<„.

Edit: od napisania szkicu tej notatki minęło wiele miesięcy, ostatecznie stwierdziłam, że nic nie dopiszę do tej listy (niestety).

Pokój nastolatki

Był pokój chłopaka, to zaświerzbiały mnie paluchy, żeby coś pogmerać w pokoju nastolatki ;). Z nastolatkami trzeba ostrożnie, jak z bombą. Najpierw był entuzjazm, potem nie było :D, teraz znowu jest !

Zamarzyło się nam ( tej wersji się trzymajmy) łóżko vintage, z pięknym, rzeźbionym wezgłowiem. Od pomysłu do realizacji – 10 minut ;p

 

Miałam szczęście i udało mi się kupić tanio łóżko dębowe w bardzo dobrym stanie. Jedyny problem polegał na tym, że trzeba było dociąć deski na dno, żeby było na czym położyć materac. Jednak jak to bywa w życiu, materac też nie do końca pasował, a i łóżko było wygodne, no i ma schowki.

Tak to wyglądało przed:

(raczej słabo widać samo łóżko)

w trakcie…

jak widać dokręciliśmy wezgłowia do istniejącego łóżka, resztę załatwiło prześcieradło z lambrekinem .

Zamieniłam też lampę na miedzianą „bombkę” od BriTop Ligting, widzieliście ją już u nas. Do tej pory wisiała tu papierowa lampa z ikei , taki podsufitowy klosz.

Mili zachwycona nowym wystrojem, do pełni szczęścia brakuje nam tylko  lnianej, brudnoróżowej pościeli.

Co sądzicie o tych zmianach? Mam jeszcze zagwozdkę teraz z szafą, mamy taką prostą szafę zrobioną z sosnowych szafek z ikea. Lubię jej prostotę i to, że mieści dosłownie wszystko!

Zastanawiamy się nad jej przemalowaniem.  Na razie stanęło na czarnej ( nie jestem przekonana do drugiej, dużej, czarnej powierzchni w tym pokoju). Wiem jednak, że i tak wkrótce żółtość sosny zacznie mi przeszkadzać.

Myślałam też o bieli i wielkich jak cukiery, okrągłych gałkach od „Regałki”, gdyby tak je nieregularnie rozrzucić na białej powierzchni??? nie za dużo będzie się działo??

 

Doradzicie coś?

An

 

Pokój chłopięcy z elementami vintage

Wreszcie dokończyłam zmiany w kąciku do nauki, więc przy tej okazji zrobiłam kilak nowych zdjęć z pokoju naszego syna.

Najbardziej dumna jestem z dekoracji vintage, które skrupulatnie i od dłuższego czasu gromadzę.

 

Pokoik nie jest duży, zmiana zaszła w obrębie biurka – do istniejącej zabudowy (szafki kuchenne z Ikea) dopasowaliśmy industrialne biurko ( nogi robione na wymiar) i blat ze sklejki ( biurko z pracowni Czary z Drewna).

 

Mam małego świra na punkcie krzeseł, jestem zakochana w pięknej linii tego krzesła made by NRD.

 

Pokoik jest bardzo mały, sądzę jednak, że optymalnie wykorzystaliśmy przestrzeń (przynajmniej to rozwiązanie od dłuższego czasu się sprawdza). Blat jest teraz wystarczająco duży do pracy dla chłopca w IV klasie szkoły podstawowej.

Uwielbiam tą komódkę! nad nią półki na „druciakach” na kolekcję fana LEGO.

Żyłka z żabkami służy nam do przypinania obrazków i dyplomów (znany patent).

Zagłówek robiłam samodzielnie, lampa nożycowa do czytania to mix vintage i lampki z Ikea. Za łóżkiem wolną przestrzeń wypełnia mini regał ze skrzynek na książki. Wciąż szukam jakiejś ładnej narzuty do tego pokoju, wyjdzie na to, że jednak uszyję 😉

Stary znak służy również jako dodatkowa tablica magnetyczna, kasetki sklejkowe z Ikea są doskonałe na wszelkie szpargały, trzeba tylko regularnie robić kipisz w nich pod nieobecność właściciela pokoju 😉

Tak to miejsce wyglądało niegdyś:

Więcej można zobaczyć i przeczytać tutaj .

 

Pozdrawiam An

North winds

…”Isn’t it a perfect place to live? What do you think?”…

…” co tutaj można robić? ”

” wieczorami chodzimy na spacery, robimy na drutach, albo pijemy wino”

…” to miejsce jest idealne do wychowywania dzieci…biegają po lesie, zbierają jagody chodzimy na plażę ( jak mamy pianki to się kąpią). Dorabiają sobie zbierając jaja ptaków lub grzyby. Mamy ciągły kontakt z naturą”

To moje ulubione zdjęcie z wyjazdu…ostatni dzień, wyskoczyłam z auta z aparatem.  Koń odwrócił leniwie głowę w moją stronę, wiatr powiewał mu grzywką. Wokół ani żywego ducha. Po sekundzie odwrócił pysk i  powrócił do kontemplacji ciszy, a wiatr nadal powiewał mu grzywką…

I obraz, który najsilniej działał na moją wyobraźnię … suszarnie dorszy. W mglisty, deszczowy dzień obsadzone mewami i wielkimi krukami, które nieodmiennie kojarzyły mi się z nordyckimi  wierzeniami w Odyna i kruka, który zabiera duszę wojownika po śmierci do Walhalli…

To oczywiście wynik mojego zaczytywania się w nordyckie i słowiańskie wierzenia…

Żałuję, że nie miałam „reporterskiej” odwagi zrobić portretu pięknej Pani w sklepie z rękodziełem w Reine, albo starszemu Panu mieszkającemu w maleńkiej wioseczce …chyba nawet nie oznaczonej na na naszej mapce…

Nigdy podczas wyjazdów nie interesowali mnie ludzie…a przecież jacy to muszą być fascynujący ludzie, skoro zdecydowali się niegdyś na wydzieranie tych skrawków powierzchni, w tak surowych warunkach, żeby tu żyć i wychowywać swoje dzieci.

Nie wiem czy będę miała okazję tam wrócić, w sumie nie brałam tego pod uwagę, ale za tym miejscem tęskni się jak za człowiekiem….

ciąg dalszy chyba nastąpi…